najgorsze w piekle to nie palący ogień, wieczność męczarni, utrata łaski bożej czy poddanie szatańskim torturom. Najgorsze w piekle jest to, że nie wiesz, czy już się w nim nie znajdujesz.
O autorze
Zakładki:
BLOG ROKU 2011
Fotograficznie
Lokalnie
Muzycznie
Poetycko
Politycznie i medialnie
PR | CI | CD | design
Różne różności:)
Sportowo
Wrocław w obiektywie
Z przymrużeniem oka
Zaglądam / zaglądałem
Zapraszam również na:
Znani i szanowani





free counters
written by
SILENT
czwartek, 12 stycznia 2012
czas... START!
Rozpoczęło się głosowanie SMS na blog roku 2011. Zachęcam Was do głosowania na poniższy blog. Oczywiście, jeśli podoba Wam się to, co piszę i chcecie czytać więcej. Zachęcam również do komentowania. Szczególnie polecam kategorie:
- Opowiadania Wyrwane z Kontekstu
- Podróżnicze pasje
- Luźne refleksje



Chcesz zagłosować?
Wyślij SMS o treści
A00849
Na numer 7122

Warto dodać, że..:

Dochód z SMS'ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych.

Koszt SMS - 1,23zł

Za każdy głos serdecznie dziękuję:)



wtorek, 10 stycznia 2012
Plebiscyt na Blog Roku 2011
Jak co roku zgłaszam się do Plebiscytu na Blog Roku 2011. W tym roku jakoś niespecjalnie entuzjastycznie do tego podchodzę, bo przecież i tak wygra ktoś, kto będzie opisywał losy swojego chorego dziecka, a najlepiej całej rodziny. Jak to dobrze, że mamy tyle Matek Polek i Ojców Polaków!
Historie chwytające za serce zawsze sprzedają się najlepiej. Może i słusznie, nie mnie to oceniać. Mój blog również mieści się w kategorii "Ja i moje życie", dlatego też zgłaszam swoją kandydaturę. Może i moje życie nie jest tak poruszające jak innych, ale przynajmniej nie wykorzystuję ludzkich tragedii do podbicia sobie czytalności.

Poniżej przedstawiam oficjalny terminarz Plebiscytu:
15.12.2011 - 12.01.2012 - zgłaszanie blogów do konkursu
12.01.2012 - 19.01.2012 - nominowanie blogów (głosowanie SMS)
19.01.2012– 07.02.2012 – nominowanie blogów (głosowanie SMS) do wyboru Bloga Blogerów
07.02.2012- 14.02.2012- Ocena blogów przez Jury Bloga Blogerów wybór Bloga Blogerów
02.02. 2012 - ogłoszenie nominacji Jury z poszczególnych kategorii tematycznych
14.02.2012 - wyświetlenie zwycięzcy Bloga Blogerów
16.02.2012 – Gala

Z góry dziękuję za oddane na mnie głosy! Numery do głosowania podam wkrótce :)

Gwoli ścisłości, numer mojego bloga to: A00849
piątek, 06 stycznia 2012
6- inwentaryzacja
Kolejny raz mógłbym rozwodzić się nad tym jak szybko czas leci, jak starzejemy się w okamgnieniu, jak bardzo względny jest upływ czasu. Ale tym razem tego nie będzie. Pojawi się prosta inwentaryzacja 6-go roku działalności bloga silent.blox.pl , a na koniec kilka słów podsumowania.

okres inwentaryzacji: 6.01.2011- 5.01.2012
ilość notek/wpisów: 30
miesiąc najbogatszy we wpisy: lipiec - 5.
miesiąc najuboższy we wpisy: październik- 0.
największa liczba wejść z innych stron (klikanie w linki): 11.01.2011r - 51
razem wejść:
4450

Tak więc wychodzi na to, że rok 2011 zatrzymał tendencję wzrostową: w 2010 pojawiło się tu 47 notek, a tym razem jedynie 30. Ba! Nawet w tak odległym, jak się zdaje, 2009 roku pojawił się tu o jeden wpis więcej. Usprawiedliwiał się nie będę zbyt długo, ale muszę przyznać, że na ten stan rzeczy miały wpływ głównie 2 czynniki. Pierwszy, czyli ten co zwykle, czyli mój brak konsekwencji. Myślałem, że pomoże mi w tym umieszczenie relacji z podróży na Krym, ale okazało się, że w pewnym momencie utknął on w martwym punkcie, zawiesił się między dniami, tygodniami i miesiącami. Nie chciałem przerywać cyklu, dlatego nie pisałem też o niczym innym, a z kolei relacje wymagały sporego nakładu czasu (którego tradycyjnie mi brakowało). Drugim czynnikiem natomiast jest fakt, że rok ten był prawdziwą eksplozją emocji, niestety w przeważającym stopniu tych negatywnych (chociaż było też kilka spektakularnych pozytywnych). Druga połowa 2011 była dla mnie niezwykle ciężka i jeśli mógłbym mieć choć jedno życzenie na ten nowy 2012 rok, to chciałbym, żeby był inny. Lepszy.

Dziękuję tym, którzy przez ten rok (a także przez całe 6 lat) zaglądali do mnie bardziej lub mniej regularnie. Mam nadzieję, że niosę Wam także nieco emocji i czytacie mojego bloga z minimalną nawet przyjemnością. Jednocześnie deklaruję gotowość zgłoszenia się (jak co roku) do plebiscytu na najlepszy blog 2011 roku, ale o tym następnym razem...


PS. Wychodzi na to, że znów najchętniej czytanym / klikanym wpisem był: "jestem materialistą, jesteśmy materialistami". Być może warto kiedyś powrócić do tych tematów i rozwinąć je nieco. Zobaczymy. A póki co, zapraszam do śledzenia wpisów, składających się na 7-my już rok działalności bloga.
sobota, 31 grudnia 2011
alternatywny
Dziś będzie alternatywnie. To znaczy. nie będzie podsumowań. Na podsumowania przyjdzie jeszcze czas. Może po sesji. Po sesji, która w tym roku znów zaskoczyła studentów (szczególnie tych z miast organizujących Euro) niczym zima drogowców.

W związku z nadchodzącym Nowym Rokiem życzę, żeby ten rok był nowy. I tyle.

sobota, 24 grudnia 2011
wigilijny półmrok

Siedział sam w ciemnym, pustym pokoju. Jedynie świąteczna gwiazda nieśmiało rozświetlała mrok nadając pomieszczeniu nieco bożonarodzeniowego nastroju. Za oknem dął wiatr, ale śniegu ze świeczką było szukać. W licznych ulicznych kałużach odbijały się kolorowe dekoracje zawieszone na sąsiednich domach. Z głośników zamiast "Last Christmas" i innych mniej lub bardziej komercyjnych kolęd leciały spokojne piosenki o nieszczęśliwej miłości, życiu nieusłanym różami i tęsknocie.
Dom był pusty. Nie było w nim gości, radosnej przedwigilijnej krzątaniny, zapachu świeżego bożonarodzeniowego piernika, uszek, barszczu ani żadnych innych świątecznych potraw. Nawet pierwsza gwiazdka skryła się za ciemnymi deszczowymi chmurami i nie dawała znaku do rozpoczęcia wieczerzy.
Ze świątecznego nastroju pozostała tylko ta sztucznie świecąca gwiazda, zawieszona na jego oknie. Ta sama, która nadawała pomieszczeniu nieco światła. Jego nieobecny wzrok powędrował właśnie w jej kierunku i tam też się zatrzymał. Patrząc na nią po raz kolejny zadał sobie pytanie, co się z nim stało. Co stało się z jego uwielbieniem świąt, gdzie podział się ten radosny duch, poczucie wyjątkowości tych dni? Czyżby już z tego wyrósł? Ale czy z wiekiem traci się całą radość życia? Czy każdy kolejny rok przepełniony piętrzącymi się przeszkodami sprawia, że człowiek poważnieje, traci ten czysty, szczery uśmiech dziecka? Czy z wiekiem już tylko rutynowo odgrywamy przydzielone nam role społeczne, tracąc na spontaniczności i szczęściu? Czy z każdym rokiem stajemy się coraz bardziej samotni, próbując ukryć to uczucie pod maską uśmiechu, świątecznych życzeń w czasie łamania się opłatkiem lub spotkania z dawno niewidzianym krewnym lub znajomym?

Nie.
Nie, aż tak nie utracił wiary w święta. I co z tego, że w tym roku nie jest tak jak w ubiegłym? Co z tego, że samotność znów puka do jego drzwi o wiele głośniej niż dotychczas? Co z tego, że komórka milczy nawet w ten świąteczny wieczór?
Brak nastroju świątecznego tłumaczył natłokiem obowiązków, nieobecnością śniegu, brzydką pogodą. Tak, to na pewno to. Na wszelki wypadek postanowił, że z jego głośników po raz kolejny zabrzmi "Last Christmas". Może ponadczasowa kolęda współczesności będzie w stanie przywołać jego umysł do porządku... Może nie pozwoli zniwelować całej tej radości związanej ze świętami, którą pielęgnował w sobie od dziecka..

Oby- mruknął i nacisnął play.

Last Christmas
I gave you my heart
But the very next day
you gave it away
This year
To save me from tears
I'll give it to someone special

Fragment “Last Christmas” w wykonaniu Wham


Podobało Ci się? Tutaj znajdziesz inne Opowiadania Wyrwane z Kontekstu
niedziela, 20 listopada 2011
krymska przygoda cz. 5

Tak, tak, długo kazałem czekać na kolejną część krymskiej przygody. Ale oto jest! Przed Wami. Zachęcam do czytania. Tym bardziej w ten chłodny wieczór, wspominając te upalne dni:)

 12. Bałakława- Sewastopol- Bakczysaraj- Symferopol

Tak, to jeden z tych dni, w którym przebywaliśmy w wielu miejscach na raz i w którym dużo podróżowaliśmy. Najpierw trzeba było opuścić Bałakławę, czyli naszą ostatnią morską przystań i ruszyć w głąb Półwyspu Krymskiego, aż do jego serca, czyli stolicy.

Pożegnaliśmy się z panią od mieszkania, zapewniając jednocześnie, ze jeśli tylko jeszcze kiedykolwiek odwiedzimy Bałakławę, to na pewno wpadniemy się przywitać. Życzyła nam przyjemnej podróży. Po drodze na przystanek marszrutki mijaliśmy nasze „ulubione” panie pośredniczki. Uśmiechnęliśmy się w przelocie i wsiedliśmy do naszego pojazdu. Pech chciał, że wybraliśmy okrężny kurs przez wszystkie okoliczne wsie (co akurat było dość ciekawe, ale czas nas gonił). Gdy dotarliśmy na 5KM, niemal od razu zakupiliśmy nasze ulubione (tym razem już bez cudzysłowu) pirożki. Na przesiadkę musieliśmy nieco poczekać, dlatego też elektriczka, którą planowaliśmy pojechać do Bakczysaraju wyruszyła bez nas. A szkoda, bo wyczytaliśmy, że trasa jest niezwykle malownicza: kręte tory wiodą przez mosty, skały, tunele, itp. No ale liczę, że następnym razem na pewno się uda!

Sewastopol okazał się naszym szczęśliwym miastem (no, może poza średnio smacznym obiadem koło dworca kolejowego i niemiłą panią w bufecie na Awtawakzalu). Bilety na autobus do Bakczysaraju udało nam się dostać na 5 minut przed odjazdem. Były to prawdopodobnie ostatnie miejsca. W autobusie udało nam się pozamieniać z ludźmi tak, aby było nam wygodnie rozmawiać.

Dworzec kolejowy w Bakczysaraju. Fot.: KM


Polski akcent w Bakczysaraju, fot. KM

Dworzec autobusowy w Bakczysaraju nie robił dobrego wrażenia. Co więcej, był oddalony kawał drogi od kolejowego, na którym chcieliśmy zostawić bagaże. Trzeba było złapać marszrut, który podwiózł nad do przechowalni, a potem ruszyliśmy na skalne miasto. Jak tak cofnę się pamięcią do tych momentów, to jest taki fakt, który szczególnie kojarzy mi się z tym miejscem. Wszędzie byli Polacy! Niemal sami Polacy. Do tego stopnia, że gdy czytałem na głos tekst naszego przewodnika moim współtowarzyszkom, usłyszałem zza pleców słowa: „O, fajnie! Posłuchamy przewodnika”. A po chwili znów: „A nie! Mają to samo wydanie, co my”.

Skalne miasto Czufut-Kale (1)

Czufut- Kale okazało się być ciekawym miejscem. To sporej wielkości skalne miasto przyciągało nie tylko ciekawymi formami wyrzeźbionymi w skałach, przypominającym nieco ptasie gniazda, ale też cudownymi widokami (Czufut-Kale bowiem położone jest na jednym ze szczytów niższej partii Gór Krymskich). W miejscu tym panował niebywały zapach minionych stuleci, zupełnie jakby stąpało się po samej historii (choć nie wiem czy takie samo odczucie miały licznie występujące tu jaszczurki). Dziesiątki Polaków szukały opisywanej przez wieszcza Mickiewicza drogi nad przepaścią. I chyba to jest najbardziej odpowiedni moment, by krzewić polską kulturę, dlatego teraz fragment jednego z Sonetów Krymskich:

Mirzo, a ja spójrzałem! przez świata szczeliny
Tam widziałem — com widział, opowiém — po śmierci,
Bo w żyjących języku nie ma na to głosu.

OK, skoro ziarno kultury wyższej zostało już zasiane, to pozostaje już tylko wrócić do mej skromnej relacji;)

Skalne miasto Czufut-Kale (2)

Po samym zejściu z góry udaliśmy się czym prędzej do restauracji (dość wykwintnej, bo i międzynarodowej, w której porozumiewaliśmy się- uwaga!- po angielsku). W sumie na nic nam się zdała znajomość języka Szekspira, bo zamówiliśmy tradycyjnie już na Krymie czeburieki. Po sycącym obiedzie udaliśmy się na przystanek marszrutek, dumnie mijając śliniących się na nasz widok taksówkarzy, by po niestety dłuższej chwili i triumfalnym spacerze na ich oczach zorientować się, że marszrutki o tej porze już nie jeżdżą. Robiło się ciemno, a nasz pociąg (ostatni do Symferopola) odjeżdżał za dwie godziny. Spacer po nieoświetlonym nieznajomym miasteczku raczej nam się nie uśmiechał. Dlatego też po chwili wróciliśmy do taksówkarzy, przyznaliśmy się do porażki i zaczęliśmy się kajać.  Szybko jednak okazało się, że w tym miejscu kurs kosztuje o wiele mniej niż w innych,  bardziej turystycznych miejscach Krymu, co wprawiło nas w spore osłupienie. Do tego stopnia, iż nieufnie zaczęliśmy dopytywać czy wspomniana przez kierowcę cena  N-A  P-E-W-N-O nie dotyczy tylko każdego z osobna.

Na dworcu odebraliśmy nasze bagaże i wśród szalejących do późnych godzin wieczorno-nocnych dzieci czekaliśmy cierpliwie na naszą elektriczkę.  Kiedy nadjechała, weszliśmy do niej  i zajęliśmy jedne z licznych wolnych miejsc. Warto wspomnieć, że ukraińskie elektryczki, czyli odpowiedniki naszych pociągów osobowych (aktualnie REGIO) są szersze i dłuższe od naszych. Również występują w nich dwa rzędy siedzeń i przejście po środku, jednakże na każdej ławce mieszczą się 3 osoby.Nie trzeba było długo czekać na babuszki sprzedające różne ciekawsze i mniej ciekawe rzeczy w swoich wielkich koszach, jednak wszystkim dziękowaliśmy.

Przed północą dotarliśmy do Symferopola.


Dworzec kolejowy w Symferopolu. Wyjście do miasta

Teraz czekało nas dość trudne, jak sądziliśmy, zadania znalezienia żylio o tak późnej porze. Na początku spróbowaliśmy w dworcowych komnatach, przygotowanych specjalnie dla podróżnych, jednak wszystkie były już zajęte. Pozostało więc znów zostawić Anię z torbami i wyruszyć w poszukiwaniu tanich kwater.  Cały proces trwał tym razem niezwykle krótko i postaram się opisać go za pomocą krótkich zdań w czasie teraźniejszym, gdyż emocji było wiele...

Wychodzimy na plac przed dworcem. Zauważamy kobietę z tabliczką żylio. Zmierzamy w jej stronę. Podchodzi do nas jakiś gość, każe nam zaczekać i wciska mi do rąk swoją tabliczkę z napisem żylio. Nie wiem za bardzo co się dzieje, więc biorę od niego tabliczkę. Karolina stwierdza, że teraz pewnie zwinie nas milicja (i kto tu panikuje?!- przyp. autora :P). Pochodzi do nas pani do której zmierzaliśmy. Zwierzamy się, że właściwie nie wiemy, o co temu panu chodzi. Pan spogląda na nas i dostrzega kobietę w naszym towarzystwie. Pan zaczyna krzyczeć, że już nas zaklepał. Pan wraca do nas. Pan mówi, że ma tanie mieszkanie na  jedną noc. Niedaleko dworca. Godzimy się na tę propozycję. Idziemy po Anię i torby. Pan prowadzi nas do swojego mieszkania. Rozmawiamy z panem o naszej wyprawie. Pan wciąż prowadzi nas do swojego mieszkania. Im dalej dworca, tym ciemniej. Z ciemności dochodzą jakieś głosy. Idziemy środkiem małej, bezludnej uliczki. W ciemności malują się zarysy czarnych domów. Wciąż idziemy. Torby wydają się być coraz cięższe. Mijamy kolejne skrzyżowanie. Ani żywej duszy. Pan zaczyna nam opowiadać historię swojego życia. Pracował w NRD, był szychą. Mówi o wspaniałym prezydencie Janukowyczu. Pyta nas o katastrofę smoleńską. Mamy mówić szczerze, bo lubi szczerość. Na horyzoncie malują się jakieś oświetlone zabudowania. Sklep. Pod nim stoją ludzie. Wyciągam scyzoryk i trzymam go w dłoni. Zbliżamy się do sklepu. Pan każe nam kupić coś do picia, bo potem nie będzie już okazji. Po zakupach idziemy dalej. Twierdzi, że już niedaleko. Znów robi się coraz ciemniej. W końcu zbliżamy się do jakiegoś domu. Pan twierdzi, że to tu. Każe nam zaczekać. Sam wchodzi zamknąć psa. Wprowadza nas do mieszkania. W mieszkaniu śmierdzi stęchlizną. Latają muchy. Okazuje się, że nasze drzwi zamykają się tylko na mały haczyk. Szybko myjemy się i idziemy spać. W nocy może wydarzyć się wszystko. Chcemy zasnąć jak najszybciej i mieć już tę noc za sobą. Gasimy światło. Ciemność.

Ciąg dalszy nastąpi... Wkrótce ;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42