|
SILENT |
Blog > Komentarze do wpisu
havent met you yet
jechałem wtedy autobusem. klasycznie linia 145 lub 146 była wypełniona po każdą szczelinę. tradycyjnie wyalienowałem się z tłumu poprzez założenie słuchawek. włączyłem radio. jedna z wrocławskich rozgłośni puszczała właśnie jedną ze swoich świeżynek. pomyślałem sobie: fajny kawałek! po chwili usłyszałem od prowadzącego program: fajny kawałek! to dla was śpiewał Michael Buble. że niby kto? szybko wstukałem do pamięci komórki nazwisko piosenkarza i tytuł "Haven't met you yet". gdy wróciłem sprawdziłem, przesłuchałem i zostałem zafascynowany. po usłyszanym singlu "Haven't met you yet" spodziewałem się, że na jednej dobrej piosence się skończy, że znów jakiś niewyżyty chłopiec będzie naśladował Justina Timberlake'a. okazało się, że Michael Buble jest postacią już dość znaną. ma na swoim koncie już kilka przebojów i płyt, a piosenka "Haven't met you yet" zwiastuje tylko kolejną- "Crazy love". pomyślałem- przesłucham. nie pożałowałem. niespodzianką dla mnie był niezwykły klimat albumu. zupełnie jak ten znany z twórczości Franka Sinatry. ciepły, pozytywny swing sprawia, że nogi same aż rwą się do tańca. pozytywne wibracje wywołują niebywałą radość. naprawdę warto wsłuchać się w te melodie, przenoszące nas w lata 20. XX wieku. do zarzucenia mogę mieć tylko to, że w teledysku do jego piosenek brakuje klimatu szarej od dymu tytoniowego sali, w której przy okrągłych stolikach siedzą wytworne panie w wieczorowych sukienkach i eleganccy panowie w smokingach z muchą na szyi podziwiający występ gwiazdy na wąskiej, oświetlonej delikatnym światłem scenie. ale liczę, że jeszcze się czegoś takiego doczekam :) na zakończenie jedna z lepszych, moim zdaniem, piosenek na nowym albumie Michaela Buble. niedziela, 29 listopada 2009, silenttt
Tagi:
muzyka
TrackBack
|